Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powiastki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powiastki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2025

Rozumiem- Ku przestrodze tych, którym się wydaje , że wszystko im wolno

 Zrozumiałam...

        W 2017 odeszła kobieta, która była moją matką...

Dzieje losu każdego z nas są dla nas zakryte. Tego dnia jak zawsze wstałam rano i uszykowałam się do pracy. Dojazd zazwyczaj zajmował mi około godziny, zwłaszcza zimą. Był czerwiec więc jechałam spokojnie. W połowie drogi zaczęłam mieć dziwne myśli. Jakby mi w głowie krzyczało na temat mojej mamy. "J pier...., ku...., co za wstrętne babsko" Nie będę przytaczać steku przekleństw. Całą drogę zastanawiałam się dlaczego wyzywam własną matkę. Do dziś nie mogłam tego pojąć. To naprawdę dziwne i paskudne. Czułam się z tym okropnie. Do dziś , co jakiś czas wracało to do mnie we wspomnieniach. Dojechałam do pracy i chwilkę później usłyszałam dźwięk komórki. Dzwoniła siostra z płaczem..."Mamusia umiera, właśnie zabrała ją karetka i jest reanimowana". Odpowiedziałam, że już jadę.

      Spakowałam rzeczy i pojechałam prosto do szpitala. Nie zdążyłam... Zmarła w karetce...

      Wiedziała... Jej najgorsze obawy się sprawdziły. Była dość otyłą kobietą. Miała problemy z poruszaniem się. Zmartwieniem jej ostatnich lat był ten fakt. Mówiła '' Co się stanie jak umrę, kto da radę ją znieść z trzeciego piętra bez windy?". Tłumaczyłam jej wówczas, aby się nie martwiła. To będzie problem ludzi, którzy mają za to płacone. Wiedzą jak sobie z tym poradzić. Miała rację...:(

          Przewidziała ten fakt. Dziś w trakcie rozmowy z energetyczną znajomą to do mnie dotarło. Po tylu latach zrozumiałam wreszcie. To nie ja , nie inne przestrzenie a pracownicy służby zdrowia. Poczuli się bezkarni. Musieli znieść umierającą, starszą i ciężką kobietę po schodach...

Ludzie ocknijcie się... Nie jesteście sami na świecie. Wiele osób widzi was i słyszy, Wie doskonale jak się zachowujecie  nie mając świadomości o tym . Trochę więcej szacunku ... Bierzecie za to pieniądze. Istota ludzka ma zmysły, które pozwalają widzieć i słyszeć, co się z nią dzieje będąc w stanie nieświadomości, nieprzytomności a nawet po przejściu.  Przypuszczam, że nie chcielibyście być potraktowani w podobny sposób w chwilach waszych słabości ...

wtorek, 28 października 2025

Widzę

       Widzę jasną, szarą budowlę. W środku kilka osób. Kobieta i kilku mężczyzn.  Ubrani w białe kombinezony jakby napompowane powietrzem z owalną przykręconą  przyłbicą. Widać im twarze. Smutne i przerażone. Przyglądam się kobiecie... Patrzy ze smutkiem na kolegów. Kiwa głową i podchodzi do wybetonowanego brzegu z cieczą swobodnie płynącą korytem. Myśli... jest wyciek. Nie wiem co to jest. Świeci jakby szaro-fioletowo. Przechyla się przez mur do przodu i wpada do tej cieczy świadomie. Słyszę jej myśli...Nie ma szans tak będzie szybciej i bez zbędnego cierpienia. Jej koledzy podążają za nią i robią podobnie. Widzę jak jej ciało pod kombinezonem się zmienia. W żyłach zaczyna płynąć szaro-fioletowa ciecz.

       Heniek z ekipą ratunkową. Patrzy ze zdziwieniem na pacjentów. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Usiłuje pomóc chorym. Nie jest w stanie...jest zdenerwowany i smutny. Zaczyna od najmłodszych. Ktoś rzuca... trzeba jeść i wymiotować...wtedy toksyny szybciej się uwolnią. To jednak nie pomaga i czują się coraz gorzej.

      Natalia starsza kobieta idzie torowiskiem. Ludzie na peronach dziwnie się zachowują. Myśli..."chciałam wrócić do domu ale chyba się nie da". Panuje wszechobecny chaos. Odchodzi w przeciwną stronę. Jest naukowcem. Zastanawia się, co właściwie się dzieje. Coś jest totalnie nie tak jak powinno. Podchodzi do niej młoda kobieta. Zagaduje mimochodem. Natalia myśli i po chwili zastanowienia mówi... "to radiacja" Jest poważnie. Nie ma szans na przeżycie. Zmartwiona mówi... "nie zdążyłam spisać testamentu a chciałam wydziedziczyć perfidnego potomka. Młodsza podaje jej zeszyt ze słowami "spisz teraz, ja poświadczę..."


niedziela, 27 kwietnia 2025

Hologramy

     Hologramy na niebie. Kolejny cyrk, jaki chcą zafundować ludzkości. Sztuczna bezobjawowa zaraza. Wojny wywoływane pod durnymi pretekstami. Skoring już nie tylko w Chinach. W Polsce ponoć zaplanowali już na 2028 rok. W Europie co chwilę słychać o kolejnych głupotach wymyślanych w Davos. Wszystko po to aby ludzi ogłupić i zająć umysły danymi do manipulacji. Chemtrails ostatnio na masową skalę. Teraz coraz częściej się słyszy o hologramach.  Zaczną uskuteczniać straszenie ludzi kosmitami. Ciekawe kim oni są. Kolejny plan zbudowanie jednej religii światowej. Reset cywilizacyjny. Cofnięcie tych , którzy przetrwają do czasów człowieka pierwotnego. Zadziwiające jest to, jak wielu ludzi nadal śpi i poddaje się tym manipulacjom. Czekają nas na prawdę trudne czasy. Zadziwiające jest jak człowiek może dać się tak zmanipulować dla wpływów i kasy , żeby niszczyć innych ludzi. Zło odpłaci im tym samym jeśli przestaną być potrzebni. Ech... cóż. 

Para "warszawiaków"

     Schodzę po schodach. Jestem w towarzystwie kilku zaprzyjaźnionych osób. Wybieramy się na wernisaż. Na korytarzach panuje półmrok. Ogarnia mnie nagłe przeczucie...myśl '' jestem w progresach , nie zmieniłam okularów". Cóż... myślę Nie pierwszy raz... Schodzę powoli po schodach trzymając się poręczy. Nagle w najmniej oczekiwanym momencie widzę mrok na schodach. Nie  dostrzegam ostatniego stopnia. Osuwam się w dziwny sposób. Noga zjeżdża jak po równi pochyłej i ląduję na czterech jak kot. Myśli krążą mi po głowie... "ale obciach", "tak przy tylu ludziach". Bagatelizuję podszepty umysłu. Podnoszę się szybko. Dodaję głośno "Wszystko w porządku", "Nic się  nie stało". Schodzę pół piętra niżej. Dostrzegam tę parę. Na wizus około sześćdziesiątki. Oboje szczupli i wysocy. Myślę, że co najmniej metr osiemdziesiąt. Niemalże równi wzrostem. Zupełnie do siebie podobni. Mimo odmiennej płci. Na twarzach widnieją delikatne uśmiechy. Patrzą się wprost na mnie z tymi uśmieszkami. Zastanawiam się przez chwilkę "śmieją się ze mnie'? Ignoruję negatywne myśli. Ech to tylko bojkot umysłu. Jednak... spostrzegam ze zdziwieniem liczbę trzynaście za ich plecami. No nie... to z pewnością nie jest przypadek... Kolejna myśl... Czy ktoś poza mną widzi również tę parę? Nie śmiem zapytać znajomych. Ignoruję własną ciekawość. W końcu myślę sobie "warszawiacy słyną z wyższego wzrostu".

wtorek, 25 lutego 2025

Kamienica

     Byłam w ogromnej kamienicy z czerwonej cegły. Mury miała grube i zdobione ozdobnymi gzymsami. Mieszkanie położone było chyba na czwartym piętrze. Okna były stare jak ona, Wysokie od podłogi do sufitu. Ledwo trzymały się w murze. Bałam się podejść bliżej aby wyjrzeć przez nie.  Z odległości zerknęłam w dół aż mi się w głowie zakręciło. Ulicy nie było widać. Ta część kamienicy na której było owo mieszkanie była jakby bardziej wysunięta niż pozostałe poniżej. Jednym plusem był fakt, że namieszkanie było ciche i nie było słychać gwaru ulicy. W całym mieszkaniu było dużo rzeczy. Kanapy, łózka, kozetki oraz łóżka obite tapicerką, Wszędzie mnóstwo poduszek i poduszeczek. Widać było, że gospodarz miał specyficzny gust. Meble drewniane z dużą ilością zdobień ale bardzo delikatne w konstrukcji. Bardzo dużo rzeczy. Sporo również zakamarków. W każdej części mieszkania jakieś kanapy, na których można było przysiąść. Czułam się jednak bardzo nieswojo. Nadal krzątali się ludzie dokonujący napraw. Było na prawdę wiele do zrobienia. Odnosiłam wrażenie, że gdyby nie tak grube mury mieszkanie runęłoby w dół. Na wieszakach wisiały ubrania. Zwiewne koszule i podomki. Oglądałam je zdziwiona. Czułam się zaniepokojona jak nigdy dotąd.

    Przyszła jakaś kobieta z dokumentami. Zaczęła coś opowiadać i przekładać strony. Oparła się o to ogromne okno. Okno się otworzyło a kobieta zdołała się chwycić framugi. Krzyczała jak opętana ze strachu. Złapałam ją za nogę leżącą jeszcze po stronie mieszkania i z całych sił ciągnęłam do wewnątrz. Udało się tylko dlatego że okno nie wypadło a ona mocno się trzymała. Na ten widok wszedł gospodarz... Kobieta trzepnęła dokumentami o podłogę i z krzykiem uciekła. 

    Pokojowa, młoda osoba ale bardzo chaotyczna. Nie widać było efektów jej działań ale zostałam poproszona aby ją zatrzymać ponieważ później będzie przydatna.

    Gospodarz w średnim wieku ciemny, bardzo szczupły, z dużym nosem. Gdyby nie fakt , ze wciąż się uśmiechał byłby w stanie budzić grozę. Nie podobał mi się. Wciąż mówił, że ma jakieś problemy ze zdrowiem. Jedna strona ciała była chyba słabsza. Położył się na ogromnym łożu. Stwierdził, ze jest wygodne. Zachęcał mnie również do wypróbowania. Nie chciałam... Zaczęłam podnosić poduszki i przyglądać się im. Były ładne ale ich ilość była przytłaczająca. Najwidoczniej gospodarz dbał aby od murów zimno nie ciągnęło. Mieszkanie było ogrzewane kominkami. W salonie z ogromnym oknem był bardzo duży kominek. Również ozdobny. W pomieszczeniu obok również spory kominek. Gospodarz zadbał aby było rozpalone. Wszędzie było go pełno. Instruował fachowców, co jeszcze chciałby aby poprawili.  Byli sympatyczni i chętni do pracy. 

    Pomieszczenia były dziwnie rozmieszczone. W sumie większość byłą przesłonięta tylko ścianami z ciemnej, czerwonej cegły. Nie widziałam drzwi. Mieszkanie ze względu na kolor cegły wydawało się przytłaczające. Już w trakcie remontu gospodarza odwiedzały jakieś osoby. Zachwycały się pomysłowością z jaką urządzał swoje lokum. W salonie na podłodze zbudował ogród. Wyglądało to jak trawnik wysadzony wewnątrz kwitnącymi, niskimi kwiatami. Ta część była na prawdę urocza. 

    Nagle przypomniałam sobie, że mam zajęcia z tańca. Chciałam na nich być. Niestety nie było w tym mieszkaniu moich rzeczy. czasu do zajęć niewiele a przecież kamienica była w innej miejscowości. Rozpłakałam się tak okropnie, że nie byli w stanie mnie uspokoić. 

    Pomyślałam...to tylko sen. Zaraz się obudzę ...

środa, 23 sierpnia 2023

Wojna o ziemskie dusze

         Straszą nas wciąż wirusami, wojną , kataklizmami itp. Wciąż wmawia się nam jak to zagrażają nam dziwne sprawy. Ogłupiając ludzi, czymś , czego nie widać lub nie istnieje. Kurcze to faktycznie ziemski matrix. Teraz zaczynają straszyć kosmitami. Niby przypadkiem grozi nam kontakt z nimi. Totalna bzdura dla mas. Wszechświat jest tak wielowymiarowy, że większości nawet się nie śnił ogrom doświadczeń i przestrzeni.

            Żyjemy tu i teraz, lecz pochodzimy z różnych światów, galaktyk, przestrzeni... Jesteśmy różni, Widać to na kazdym kroku. Nie potrafimy się dogadać nawet w najbliższych rodzinach. Dokonujemy odmiennych wyborów życiowych. Mamy różne charaktery, zapatrywania na życie i potrzeby doświadczania. 

            Wielu z nas nawet nie jest w stanie zaobserwować, że toczy się walka o nasze dusze. Dusze doświadczające tu na ziemi. Tak zajęci materialną stroną życia, że na więcej już czasu im brakuje. Kompletnie nie zastanawiają się nad istotą rzeczy. Wielu boi się o przyszłość ale tylko tę ziemską, materialną. Duchowość dziś nie jest na topie. Liczy się pieniądz, materia, wygląd itp.

                Manipulacja ludzkim życiem na ziemi trwa na masową skalę. Wykorzystywane są w tym celu nieznane nam technologie. Wytrawni obserwatorzy wychwytują te zjawiska. Wielu z nich ujawnia, pisze i mówi o nich głośno. Chcą pobudzić i otworzyć oczy pozostałym. Niestety wielu nadal śpi. Przyjmując tym samym biernie to , co tu się dzieje.

czwartek, 11 marca 2021

Gmina

     Jestem w Gminie R. Załatwiam znajomemu AK zaświadczenie. Dziwię się dlaczego ja? No cóż tak czasem bywa. Weszłam do gabinetu, rozmawiam z osobami tam pracującymi. Wszyscy są mili i uprzejmi. Przedstawiam sprawę, z którą przyszłam. Po chwili dostaję do ręki owe zaświadczenie. Czytam wpis w księdze. Grąbczyn Dziwię się jeszcze bardziej. Biorę jednak podane zaświadczenie i wychodzę. Znalazłam się na dziwnych ulicach. Nie ma ruchu, lecz wszystko jest jakieś powywracane jak po nawałnicy. Przyglądam się zniszczeniom i postanawiam iść na wprost. Sięgam pamięcią do topografii miasteczka K. Moim zdaniem na końcu ulicy powinien być dworzec kolejowy. Ku mojemu zdziwieniu to miejsce jest zupełnie zalane wodą. Odbijam w lewo. Pytam pojedynczych przechodniów, co się stało z dworcem. Tylko kręcą głowami. Cała okolica przykryta taflą wody...

niedziela, 14 lutego 2021

Boski Ogród

 Boski Ogród

    Jestem w parku. Duże drzewa. Po lewej stronie jakieś niskie zabudowania jak komórki, garaże coś w tym stylu. Szalały tam jakieś dzieciaki. Opierniczyłam je, że nie maja prawa  szaleć po moim ogrodzie.  Zniknęły.  Pogoniłam je, ponieważ to mój teren i nie mają prawa mi go demolować. Przeszłam w głąb parku. Zobaczyłam dwa pyzate, radosne kotki.  Bawiły się biegając po ścieżce pomiędzy drzewami. Ucieszył mnie ich widok. Kucnęłam a jeden z nich podbiegł do mnie i wskoczył na klatkę piersiową aż się przewróciłam. Uśmiałam się. Zaczął jak to kotek mruczeć i masować mnie łapkami. Wiele  radości sprawiła mi zabawa z kotkiem. Jakiś mężczyzna podszedł i zawołał kotki. Podbiegły do niego. Przypiął je na smycz jak pieski i poszły grzecznie z nim. Po chwili oddalili się zupełnie. Jakaś kobieta przechodziła obok mojego ogrodu. Zagadnęła krótko.  Nie zapamiętałam nawet , o czym mówiła. Chyba wskazała mi abym zerknęła , co się dzieje. Skierowałam wzrok w kierunku jaki wskazywała. Zdumiał mnie piękny widok. Przy każdym moim kroku wokół stóp rozkwitały piękne, kolorowe, wiosenne kwiaty. Cudowny widok. Obróciłam głowę za siebie. Za mną były wszędzie polanki z cudownymi bukietami kwiatów. Prześliczny widok. Wszędzie, gdzie postawiłam stopy wyrastały kwiaty. Mój piękny ogród wyglądał przecudnie. W części parkowej pod drzewami również pojawiły się kępy wiosennych kwiatów. Zacierając wspomnienie bawiących się przed chwilką w tym miejscu wesołych kotków. Serce przepoiło mnie radością. 

niedziela, 29 listopada 2020

Budzimy się

Budzimy się. Świat nie jest taki jakim go do tej pory postrzegaliśmy. 

Widzę swój link do bloga szumnie ostrzegający jako stronka niebezpieczna. Dziwne...co ja mogłabym zrobić komuś niebezpiecznego umieszczając na blogu swoje przemyślenia. 

Przemyślenia bowiem brakuje mi czasu aby zająć się swoimi pasjami i sprawami, którymi chciałabym się zajmować. Cóż takie czasy nastały. Z bólem stwierdzam, że wciąż inni obarczają mnie swoimi problemami. Czekam więc cierpliwie na możliwość zajęcia się sobą i własnym rozwojem...

Czasy zarazy zamknęły ludzi w ich własnych domach. Zamknęły nie tylko ich ciała. Wielu zamknęło również swoje dusze na postrzeganie innych.  Zajęci sobą i swoimi problemami nawet nie zauważają jak wiele się zmienia w energetyce ziemi i jak wielu ludzi budzi właśnie dziś swoją świadomość. Tak tego procesu już nikt nie zatrzyma. pewnie dlatego sypią nam na głowy z samolotów szkodliwe środki. Zatruwają płody rolne pestycydami i wymyślają kolejne zarazy i wirusy. 

Strach na każdym kroku paraliżuje  działania zwykłym ludziom a mimo to zupełnie niezwykłym , gdyby skupili się również na własnej duchowości a nie tylko na doczesnym życiu i ciałach.

Zauważam od wielu lat jak bardzo stajemy się uduchowieni. Wiele osób mówi już śmiało o swojej duchowości. Wielu wie skąd na prawdę pochodzi. Nie jesteśmy w większości z tego świata. Już Chrystus mawiał "moje królestwo nie jest z tego świata". Dokładnie tak nie mogą nam nic zrobić. Najwyżej porzucimy skafanderki i odejdziemy do przestrzeni dla nas właściwych. Świata miłości i wolności. Ten świat jest piękny ale jednocześnie jest dla naszych istot niewolą. 

Niewielu zdaje sobie sprawę , że jest tutaj nie z własnej woli. Pozostali przyszli tu aby doświadczać i rozwijać się duchowo. Wszystko jest doświadczeniem i wszystko przemija. Więc to , co się w tej chwili dzieje również przeminie. 

Zaraza

 Po zawale zaordynowano mu w szpitalu nowe leki. Z czasem miało się okazać, że powoli to one właśnie go zabijały. Ku zdziwieniu wszystkich twierdząc, ze szkolenie się skończyło spakował rzeczy i wrócił do domu. Staruszek osiemdziesiąt sześć lat. Osłabiony i schorowany sam wrócił do domu pieszo. Nikt nawet nie zauważył , że zniknął z oddziału. Sytuacja owa miała miejsce we wrześniu. Mamy listopad. Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...ktoś kiedyś powiedział owe jakże mądre słowa. Cóż...

Po miesiącu jego stan zdrowia znacznie się pogorszył. Kilka dni wstecz chodził blady i jeść nie chciał. Nadal jednak stał w drzwiach mieszkania uśmiechając się na widok przychodzącej do niego osoby. Zdziwaczały staruszek z demencją. Wciąż pytający o swoją Hanię, która odeszła ponad trzy lata temu. Dla niego ona jednak nadal żyła i zniknęła tylko na trochę. Pewnie jest na działce lub na rehabilitacji w szpitalu. Wciąż jej szukał lub na nią czekał. Wracając jednak do staruszka. Po kilku dniach zaszłam do niego z obiadem. Był dzień mojego dyżuru przy nim. Staruszek chwiejnym krokiem poszedł do toalety , zabrakło mu sił aby z niej wrócić. Wezwałam pomoc. We dwie postanowiłyśmy wezwać pogotowie. W dobie zarazy niestety niełatwe wyzwanie. Po dłuższym czasie udało się. Przyjechał doktor z nocnego dyżuru. Musiałyśmy zapewnić go, że w domu nie panuje zaraza. Zakwalifikował staruszka do hospitalizacji twierdząc, że na miejscu sam nic nie jest w stanie dla niego zrobić.  Wezwał karetkę. Dopiero po interwencji doktora raczyli przyjechać. Staruszek w tym czasie miał kilka momentów. świadczących , że w każdej chwili może nam zejść z tego świata. Dotarli wreszcie. Dwóch krzepkich ratowników. Zmierzyli parametry życiowe. Jeden nawet zapytał się, czy na prawdę chcemy "go" oddać do szpitala. Zdziwiona otworzyłam oczy szeroko. Odrzekłam a niby co mamy zrobić...zostawić go w domu na pewną śmierć?

Pół godziny później staruszek ubrany i przyszykowany na pobyt w szpitalu został zniesiony po schodach z trzeciego piętra do karetki. Siedząc na wózku obejrzał się na mnie. Dziwnym wzrokiem jakby pustymi oczami popatrzył na mnie po raz ostatni. Wyczułam , że się ze mną pożegnał. Odwrócił głowę i bez protestu pozwolił się wynieść z domu.

Kilka dni oczekiwania na oddziale chirurgii na diagnozę. Próby wmawiania , ze starszy pan przedawkował leki. Tłumaczenia, że zawsze podaje mu ktoś leki, sam ich nie bierze. Okazało się bowiem, że to leki właśnie spowodowały krwawienie do środka. Rozrzedziły krew do tego stopnia, że mogło się coś takiego wydarzyć. Przytomny pacjent przy przyjęciu na oddział chirurgii po kilku dniach zaczął tracić świadomość. Tak jak przypuszczałam po kilku dniach w szpitalu zrobili mu testy kolejny raz i okazało się , że jest zakażony zarazą. Testy przy przyjęciu miał negatywne. W ciężkim stanie przewieźli go na OIOM. Minął kolejny tydzień fizyczny stan zdrowia się poprawił lecz staruszek świadomości już nie odzyskał.  Gorączka spadła lecz stan nadal ciężki a stabilny. Widywałam już osoby wypisane do domu ze szpitala w stanie "stabilnym" wymagające całodobowej opieki. 

Po dwóch tygodniach leżenia w szpitalu staruszka czeka kolejny tydzień pobytu na OIOM później przeniesienie na oddział dla zarażonych. 

Żeby nie było za mało tych niespodzianek córka staruszka gnębiona jest dziwnymi telefonami urzędników w sprawie rzekomej kwarantanny staruszka z powodu braku telefonicznego kontaktu z nim samym. W niedzielę, czyli dziś dzwoniła do niej policja z tym samym. 

Tak się poprawia wyniki zarazy. Śmiem przypuszczać, że faktycznie szpital jest umieralnią tak jak chodzą zdania o nim od lat. Lekarze zamiast pomagać szkodzą a system ściga bogu ducha winnych ludzi o sprawy na , które wpływu zupełnie nie mają. 

Tatuś , dziecko

  Tatuś  

    Tatuś w eleganckim garniturze stoi prosto i spokojnie. Jarek wysyła go w delegację samolotem. Zaprotestowałam, że przecież ojciec nie ma orientacji więc nie poradzi sobie w tej sytuacji sam w takiej podróży. Ojciec stał i nie protestował nawet. Zaczęłam do niego mówić, żeby sie nie zgadzał na to. Może odmówić przecież... ale posłusznie robił to, co do niego mówił durny Jareczek. Zdenerwowana proszę ojca o reakcję. Nic to nie daje. Nawet się do mnie nie odezwał. Poirytowana wyjęłam od siebie z portfela i włożyłam mu od kieszeni garnituru 600 złotych, aby miał w razie czego. Uprzedzając, że jeśli się zagubi w obcym mieście lub na lotnisku ma ich użyć. Czułam , że się zgubi i nie będzie potrafił wrócić. 

Dziecko

    Wracam późnym popołudniem z pracy do domu. Znam drogę niemalże na pamięć. Od lat poruszam się po niej rutynowo. Mijam las przed miastem. Wszystko do tego miejsca odbywało się standardowo. Nagle coś dziwnego zaczyna się dziać. Przed skrzyżowaniem samochód się zatrzymuje, więc stanęłam na poboczu. Zdziwiona rozglądam się wokół siebie. Jest zimno. Na przeciwko na znaku drogowym siedzi zawieszone małe dziecko. Czuję, że rodzice go tam zostawili ale dlaczego. Nie oceniam ale trzeba to dziecko zabrać robi się coraz chłodniej. Rozglądam się wokół. W oddali po lewej drogą do miasta za skrzyżowaniem dzieje się coś dziwnego. Widać jakieś światła i mgłę poniżej. Zastanawiam się nad tym przez chwilkę. Wracam jednak szybko myślami do dziecka na słupie. Kilka metrów dalej kręcą się jacyś urzędnicy. Pomyślałam...dziwne. Wieszam moją torebkę na haku słupa usiłując zdjąć dziecko. Niestety jest zbyt wysoko. Rozglądam się za jakimś pniem czy czymś na czym mogłabym stanąć aby dosięgnąć dziecka. Nagle urzędnicy biegną w moją stronę. Jeden wszedł do toalety potrójnej przenośnej. Myslę na boga skąd ta toaleta przecież rano jej nie było tutaj. Wyszedł z niej ale nikt nie podszedł pomóc mi przy dziecku. Odchodzę kawałek nadal rozglądając się za czymś na czym mogłabym stanąć. Jeden z urzędników podbiega i zabiera ze sobą moją torebkę, dziecko zostawiając na słupie. Znieruchomiałam ze zdziwienia. No fajnie pomyślałam...zostałam bez pieniędzy i dokumentów. Uświadamiam sobie, że to jakiś koszmar. Z lasu po lewej wybiegają jacyś ludzie i uciekają szybko, chyłkiem przez drogę na dugą stronę w głąb lasu. Co tu się dzieje u licha...pomyślałam. Stoję jak wryta i przyglądam się temu co się wokół dzieje. Z lewej od miasta światła się nasilają i coraz większa liczba ludzi wieje w las. Chciałam chwycić dziecko i ogrzać je w samochodzie. Nie sądziłam jednak, że będę zmuszona myśleć o ucieczce jak pozostali. Z lewej światła ścieśniając się zbliżają  w moim kierunku. Widać jakieś helikoptery na horyzoncie i samochody wojskowe w oddali. Jakaś mgła zasnuwa powietrze. Z prawej droga biegnie pod górkę. Lecz coś zaczyna się dziać dziwnego. Słyszę jakiś szum i hałas. Okazuje się, że z samochodów ściśle blokujących drogę widocznych już na horyzoncie coś podają przez megafony. Przestraszona tą obławą chwytam w końcu dziecko i pozostawiając pomysł zabrania go do samochodu uciekam w las za pozostałymi. 

sobota, 3 października 2020

Pałacyk

    Jestem w pięknym pałacyku. Okazuje się, że jest on moją własnością. Dziwię się temu. Dopiero poznaję jego zakamarki i tajemnice. Jestem sama więc każdy szelest wydaje mi się obcy. Co wieczór mam wrażenie , że ktoś narusza moją przestrzeń ale nie jestem w stanie sprawdzić, co się dzieje. Pałac wymaga remontu. Nie mam pojęcia od czego zacząć. Błąkam się więc po nim wciąż spostrzegając braki jakie posiada. Dziwię się, że bezbłędnie trafiam we właściwe miejsca. Faktycznie znam ten pałacyk. To pałacyk z moich snów. Jestem w nim realnie. Nie pamiętam jednak dlaczego musiałam go opuścić. Okoliczni mieszkańcy już się dowiedzieli, że wróciła prawowita właścicielka. Są mną zainteresowani. Próbują zagadywać i wypytywać. Nie mam jednak nic do powiedzenia. Pamiętam, że byłam już w nim i nic więcej. Pani sklepowa z okolicznego sklepiku powiedziała, że jeden osobnik usilnie interesuje się zameczkiem i to on wciąż do niego chodzi, lecz nie wie w jakim celu. Minęłam go po drodze wracając ze sklepiku. Wieczorem postanowiłam się zaczaić na owego osobnika. Siedzę w mroku i wypatruję...Nagle ktoś wchodzi. Łapię go znienacka za kaptur. Odsłania się głowa z blond włosami. Mam cię wreszcie...krzyczę. Przestraszony zaczął się wyrywać. Odkrzyknął tylko, że to niby ja nic nie rozumiem i pospiesznie się oddalił. 

    Rano poszłam na bazar. Kolejna kobieta zwróciła mi uwagę na jakiegoś bogatego przedsiębiorcę. Typ wyglądał podobnie do poprzedniego. Podeszłam odważnie i powiedziałam, że mam dość kręcenia się obcych ludzi po moim domu. Obruszył się i zaczął poirytowany coś bełkotać o tym, że i tak będą to robić. Postanowiłam w duchu... o nie myśl, że się wam to uda...

    Kolejny wieczór...Tym razem jakiś śmierdzący kloszard się zjawił. Złapałam go. Zaczął się szarpać brudas a wszy wypadały mu na kołnierz, Dostał więc reprymendę i za to. Nagadałam mu, że wszy zjedzą go żywcem jeśli myć się nie zacznie. Zaczął sie tłumaczyć, że babcia mu przed śmiercią napisała, że cyt. "Mycie szkodzi..." Wyjął jakiś list, który kończył się właśnie tymi słowami. Ty durniu powiedziałam. Nie widzisz , że babcia zmarła zanim dokończyła zdanie. Mycie szkodzi robalom. Wrzuciłam go do wanny pełnej wody z pianą. wszy zaczęły pływać po jej powierzchni. Zdziwiony nawet się nie bronił... Sam patrzył jak pływają. Teraz będziesz czysty i oprany. Przestaniesz śmierdzieć, to może wreszcie znajdziesz sobie przyjaciół. Faktycznie po wyjściu z wanny zaczął wyglądać nawet przyzwoicie. Poszedł sobie. 

    Zaczęłam się zastanawiać, czego oni szukają w moim domu. Przypomniałam sobie zakamarek z moich snów. Wzięłam latarkę i postanowiłam sprawdzić. Pamiętałam drogę na strych i ciasne , ciemne przejście prowadzące do jakiegoś pomieszczenia. Pamiętam wielokrotne sny o tych zakamarkach na strychu. Zawsze się w nich bałam , że nie dam rady wrócić ciasnymi korytarzami. Sny zazwyczaj kończyły się na ciemnym przejściu. Przecisnęłam się z trudem przez przejście. Musiałam tam bywać będąc dzieckiem. Dziś ledwo mi się udało. Znalazłam się w ciemnym korytarzu ale nie pamiętałam gdzie dalej się poruszać. Trochę się obawiałam aby się nie zgubić w tym labiryncie. Usłyszałam jakiś hałas i głosy. Pospiesznie więc zawróciłam z drogi. Wyszłam więc znienacka i natrafiłam na owych dwóch kolesi już znanych. Zupełnie ich zaskoczyłam, Krzyknęłam więc, co robicie w moim domu. Zaczęli się tłumaczyć. Powiedzieli, że ja nic nie wiem a oni szukają tu ważnych rzeczy. W ręku mieli jakąś mapę. Pogoniłam ich więc, lecz nie zauważyłam co na niej było. Szukali jednak w miejscu, które ja znałam. Pomyślałam.. dziadek dobrze ten labirynt zaplanował. Żaden dorosły mężczyzna się tam nie dostanie.

niedziela, 27 września 2020

Kocie miasto


 Ląduję w miasteczku kotów. Wszędzie chodzą dumne i zadowolone. Wchodzę do mieszkania. Mam w nim trzy koty. Podchodzą do mnie tuląc się i pomiaukując. Uśmiecham się na ich widok. Ktoś mówi...te potrzebują pomocy. Nagle lądują pod moimi nogami malutkie kociaki. Mają jakieś trzy miesiące. Jest ich pięć. Każdy inaczej umaszczony ale widać , że są z jednego miotu. Stwierdzam, że są głodne. Rozglądam się po mieszkaniu za czyś do jedzenia dla nich. Widzę jak podchodzi do mnie cudowny dorosły kot. Pięknie kolorowy. Schylam się aby go pogłaskać. Ma cudne miękkie, aksamitne futerko.

Dodaj podpis


Czarna woda

      Jestem w nadmorskim miasteczku. Zwarte szeregi kolorowych kamieniczek pobłyskują w świetle słońca. Szef stwierdza, że chętnie zjadłby jakieś lody. Potwierdzam, że również mam ochotę. Rozdzielamy się ponieważ on woli zjeść na promenadzie natomiast ja wewnątrz kamieniczek. Takie lepiej mi smakują. Jednak moje nie smakowały najlepiej. Zdegustowana sięgam po komórkę. Odkładam i postanawiam osobiście sprawdzić, gdzie się podziewa.  Wychodzę na promenadę. Jakieś głosy słyszę nadciąga druga fala. Spoglądam uważniej.  Na promenadzie pojedyncze osoby. Co stało się z resztą i szefem?...myślę. Nagle spoglądam przed siebie. Po prostej wzdłuż promenady widzę czarną, wysoką wodę. Nad dachami kamieniczek unosi się czarny mrok przewyższający kilkukrotnie  poziom dachów. Morze po prawej nadal wygląda tak jak zazwyczaj. Lśniący lazur pobłyskuje w słońcu. Ułamki sekund dzielą mnie od tej fali. Prędko chowam się za mury kamieniczek i łapię metalowej rury aby mnie woda nie porwała. 

środa, 16 września 2020

Kontakty z UFO

     Wyszłam z mieszkania ojca po 20 i skierowałam się w stronę samochodu na parkingu. Spojrzałam w górę nad miejscowym sklepikiem. Sama nie wiem dlaczego. Nad dachem budynku sklepu zobaczyłam dwa migające światełka. Przyjrzałam się zdziwiona. Rozstawione jak w samochodzie ale samochodowe świecą jednostajnie. Przyjrzałam się uważniej... Zauważyłam szary owal statku w mroku wieczoru. Trochę mnie to zdziwiło. Pomyślałam ..."taki mały". Postanowiłam zrobić zdjęcie ale komórką to raczej niewykonalne. Wyjęłam z torebki z myślą , że może jednak spróbuję. Zrobiłam trzy kroki do przodu aby podejść bliżej i przyjrzeć się bardziej z ukosa. Na moment spuszczając wzrok w kierunku komórki. W ułamku sekundy obiekt zniknął z pola widzenia. 

    W ubiegłym roku późnym latem wracając z pracy zajechałam do znajomego po drodze ponieważ prosił mnie o krótkie spotkanie. Spieszyłam się ponieważ na horyzoncie widziałam porządne chmury burzowe. Pożegnałam się pospiesznie mówiąc, że chcę przed burzą dotrzeć do domu a miałam przed sobą ponad czterdzieści kilometrów do zrobienia. Ujechałam około dziesięć kilometrów i natrafiłam na epicentrum burzy. Wyglądało to tak jakbym była otoczona kilkoma burzami na raz ze wszystkich stron. Pomyślałam kurcze paskudnie się jedzie w takiej ogromnej ulewie. Wycieraczki nastawione na maksa nie dawały rady ogarniać wody. Nagle usłyszałam pukanie w szybę samochodu po lewej stronie. Odebrałam jakby myśl... "Otwórz szybkę w samochodzie" tak samo mentalnie ale wrzeszcząc :) (sama się sobie zdziwiłam ) Odpowiedziałam na to " Pieprzcie się, nie otworzę . Nawet mowy nie ma. W taką ulewę i do tego w trakcie jazdy. Kilka kilometrów dalej dopadła mnie ulewa totalna. Musiałam zwolnić do minimum ponieważ nie szło jechać zupełnie. Woda po drodze spływała jakbym przez rzekę się przedzierała. Wysiadłam z samochodu pod domem aby bramę otworzyć i chwaliłam boga, ze mam na stopach sandały. Inaczej wszystko miałabym mokre. Ziemia nie była w stanie odebrać takiej ilości wody więc stało chyba ze trzydzieści centymetrów wody. Zaparkowałam pospiesznie w garażu i uciekłam do domu. Tak przemokłam , że byłam zmuszona  zdjąć ubrania i wycierać ciało jak po kąpieli. Przestraszone koty nie spuszczały ze mnie wzroku. Za oknem panował istny Armagedon. Nazajutrz dowiedziałam się, ze niektóre ulice miasta zostały kompletnie zalane. Więc , czy to oby na pewno burza była...

    Około dziesięciu lat wstecz miałam wizytę gości w domu. Nie miałam pojęcia wtedy na temat istot pozaziemskich. Brak czasu, kiepski internet i zero zainteresowań tego typu tematyką. Widziałam w swoich gościach ku mojemu przerażeniu wówczas dziwne zjawiska. Czasem wydawali się jakby byli na pół przezroczyści zamiast ciała. Innym razem jakby prześwitywały im kości poprzez ciało. Zaczęłam się zastanawiać, czy może wariuję.... Goście mi powiedzieli, że ...cytuję " wiesz, że są ludzie z przyszłości i oni są nami".

     Kilkanaście lat wstecz miałam inne doświadczenia. Dowiedziałam się, ze w pobliżu miejsca pracy, ktoś odkrył kręgi w zbożu. Byłam wówczas paskudnie obciążona obowiązkami i miałam mnóstwo problemów życiowych, z którymi nie byłam w stanie sobie poradzić. Więc zignorowałam te informacje zupełnie. Niby dlaczego miałyby mnie jakieś kręgi interesować. Mam dość kłopotów na głowie...pomyślałam. Jednak w moim miejscu pracy zaczęły dziać się wkrótce dziwne rzeczy.  Wchodzę na korytarz budynku i widzę nieznanych mężczyzn. Przywitałam się i pomyślałam, ze pewnie jacyś interesanci więc zignorowałam ich  próbując się przecisnąć do swojego gabinetu pomiędzy nimi. Poczułam jednak, że nie potrafię się utrzymać na nogach. Jakby podłoga pod stopami kiwała się. Pomyślałam zupełnie jak na statku. Zignorowałam to zjawisko zajęta myślami o czekających mnie zadaniach na dziś. Jednak owi mężczyźni mnie zaskoczyli. Zaczęłam się jakby kiwać pomiędzy nimi przechylając w stronę każdego z nich. Oni patrząc na mnie jakby z lekka dowcipnie na każdy mój przechył mówili "oj , oj, oj " Zignorowałam i to. Na korytarzu byłam tylko ja i oni więc postanowiłam się przecisnąć do siebie. Powiedziałam "przepraszam" Jeden z nich z uśmiechem powiedział do pozostałych "przepuście panią" weszłam do swojego gabinetu i zamknęłam za sobą drzwi. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że to było jakieś dziwne. Skojarzenia miałam z pobytem na statku morskim. 

    

niedziela, 6 września 2020

Poszukiwania

    Jestem w domu. Postanawiam odwiedzić córkę w innym mieście. Dostałam zaproszenie od uczelni córki na spotkanie rodziców. Dziwię się ... Jak to możliwe, że zaprasza mnie uczelnia oficjalnym zaproszeniem zamiast córki. Postanawiam jechać. Pakuję niewielką torbę podróżną. Wsiadam w samochód i jadę. Znam drogę. Sama się tym faktem zdziwiłam... Dotarłam już po rozpoczęciu. Rodzice kręcą się wokół. Dzieci również, choć bardziej zajęte sobą i rówieśnikami. Częstują jakimiś przysmakami, które okazują się płatne. Jakaś amerykanka wyjmuje podsunięty prostokątny paluszek z pojemnika i odchodzi podgryzając. Wcale nie przejęła się faktem, że powinna zapłacić. Kupiec stoi zdziwiony z wrażenia z otwartymi ustami. Jestem odrobinę poirytowana , że córka nie wyszła mi na spotkanie. Myśli krążą mi po głowie bezwładnie. Mogła przecież nie wiedzieć, że przyjechałam. Podenerwowana rozglądam się i poszukuję jej. W bursie panuje totalny chaos. Nie podoba mi się ta sytuacja. Coraz bardziej poirytowana postanawiam ją stąd zabrać. Szukam toalety aby się wypróżnić przed drogą powrotną do domu. W ręku trzymam komórkę i próbuję dodzwonić się do córki. Nie potrafię wybrać numeru. Aparat zaczyna wyrzucać na pulpit jakieś hieroglify i zadania matematyczne. Zastanawiam się chwilkę. Nagle dostrzegam, ze trzymam w ręce jakiś inny aparat. Jest kwadratowy a nie prostokątny jak mój. Zdenerwowałam się. Jak mam ją znaleźć w tym bałaganie.  Ignoruję całkowicie to zaproszenie. Bóg jedynie wie po co mi je wysłano. Nie mogę skorzystać z toalety ponieważ wszystkie zajęte i brudne. W całym budynku panuje paskudna atmosfera i rozgardiasz. Nikt nic nie wie, Totalna porażka. Postanawiam zabrać stąd moje dziecko. Nie interesuje mnie, że robi tytuł magistra. Może go zrobić w przyzwoitych warunkach na innej uczelni. Wychodzę przed budynek. Zauważyłam moje dziecko idzie smutne i pogrążone w zamyśleniu. Jakby bez celu z opuszczoną głową. Jest ...ucieszyłam się. Ona natomiast stała obojętnie. Wyglądała jak zombi.  Oczy podkrążone. Obojętna i przygaszona.  Chyba mnie nie poznała. Łapię ją za rękę i ciągnę w stronę zaparkowanego samochodu. Jej komórka  znienacka zaczęła szaleć i wydzwaniać. Wyrwałam jej z ręki i wyrzuciłam przed siebie. Po chwili przejechałam ją kołami samochodu. Dziecko popatrzyło na mnie i zdziwione powiedziało...mamusiu. Zapytałam ją co się stało, że tak dziwnie się zachowuje. Odpowiedziała, że nie wie. Popatrzyłam na nią uważnie. Po chwili zaczęłam odłączać od niej jakieś techniczne urządzenia. Miała je w uszach i na głowie, Powyrzucałam te nadajniki do rzeki przejeżdżając przez most. Było ich kilka w różnych częściach ciała. Odrywając jeden ukazywał się kolejny. Po chwili dziecko zaczęło być sobą. Ucieszyłam się ...odzyskałam swoje dziecko. Jest taka jak dawniej.

piątek, 24 kwietnia 2020

Zakupy

      Usiłowałam kupić warzywa na bazarze. Paskudne miejsce. Czekałam w grupce ludzi aż jakaś starsza kobieta chaotyczna i niedbała mnie obsłuży. Za każdym razem jak już coś mi podała paskudnie zapakowane i nieświeże znikała gdzieś. Podchodziła po powrocie i zaczynała obsługiwać kolejną osobę. Podenerwowałam się. Wyłożyłam towary na drewnianą ladę i odeszłam. Postanowiłam poszukać świeżych warzyw w innym miejscu. Wróciłam do samochodu. Zostawiłam rzeczy, które dźwigałam w bagażniku i podjechałam bliżej stoisk. Samochodzik miałam dziwny. Malutki, podobny do Smart. Zdziwiona patrzyłam na niego. Zastanawiałam się, jak jestem w stanie zmieścić siebie i zakupy w takim maleństwie. Po wejściu do środka okazało się, że  obok kierowcy było nawet miejsce dla pasażera. Z tyłu bagażnik przy otwarciu okazał wystarczająco pojemny. Podeszłam pod górkę do stanowiska przy którym nie było kupujących. Młoda dziewczyna uprzejmie podawała mi towary, o które poprosiłam. Przeszło mi przez myśl tak jak przy samochodziku...taka mała lada a wszystko pod nią ma. Artykuły nie były widoczne dla kupującego ale świeżutkie i ładnie wyglądały. Kupiłam wszystko, czego potrzebowałam. Nie pamiętam tylko  w jaki sposób dokonywało się zapłaty. Nie pamiętam również aby były podawane ceny za poszczególne towary. 

sobota, 13 stycznia 2018

Sen o przyszłości

Sen o przyszłości wynikający z podświadomości. Takich jeszcze nie miewałam.

Miałam sen nad ranem. Byłam w jakimś mrocznym miasteczku na starówce. Miałam wrażenie, że jest to Kołobrzeg. Narzeczona syna radośnie podbiegła do mnie pokazując mi jakąś figurkę ze słowami "tylko ostrożnie bo to kruche". Było jak z wosku. Wzięłam w rękę i zaczęłam się przyglądać. Obok chodził jakiś śliczny dziwny kotek. Futerko miał w paski jak z dredów. Był sam. Bał się i szukał kogoś. Postanowiłam go przygarnąć. Poprosiłam dzieci aby się pospieszyły to zjemy sobie jakiś smaczny obiad na mieście aby nie gotować w domu ponieważ jest już dość późno. Syn zniknął gdzieś z kotkiem. Okazało się, ze znalazł mu właścicieli. Córka  z narzeczoną syna podbiegły do mnie nakładając mi na ramiona kilkanaście (nie pamiętam co to było, jakieś piłeczki ) jakiś przedmiotów. Były nieduże i lekkie. Zaczęły mi się wysypywać z ramion. Próbując je łapać niechcący zgniotłam figurkę. Zrobiło mi się przykro. Narzeczona syna patrzyła na mnie z miną smutną. Dostałam mentalny przekaz. Przecież ta duża część po lewej to syn, ta mniejsza po prawej to synowa a malutki odłamek z góry to ich maleństwo. Wszyscy mieli zdziwione miny. Sen się urwał.  

sobota, 30 grudnia 2017

Podsumowanie 2017

Podsumowanie roku 2017
      Same straty.  Śmierć Mamusi w czerwcu i Miyki w październiku. Obie odeszły 20 dnia miesiąca. Zastanawiające... 
       Wiele stresu i goryczy. Od czerwca bieganie po lekarzach, które nic nie wniosło. Nawet papierów do sanatorium nie udało mi się załatwić. Mam umówioną wizytę na styczeń 2018 roku.
      W pracy działy się okropne rzeczy. Problemy , oszustwa i manipulacje. Nie spodziewałam się, że może być źle aż do takiego stopnia. Zwątpienie i apatia. Demencja i alkoholizm wokół mnie. Mieszanka wprost wybuchowa. Mam dość takiego życia i działań wbrew sobie. Paskudne pasożyty ...zasilajcie się sami. Zapisane więc działa!
      Problemy z  ojcem... Brak czasu dla siebie. Smutek, żal i monotonia dnia. Praca, obowiązki i odrobina czasu na sen. Żałosne! Pora na zmiany! 
        Grudzień z Miluszkiem. Wzięłam nowego, malutkiego koteczka. Okazało się, że choruje na koci katar. Wzięcie Cudaczka okazało się jednak jedyną szczęśliwą okolicznością, jaka mnie w tym roku spotkała. 
       Brak nadziei na lepsze jutro. Same cierpienia. Smutek i apatia. Tak kształtował się 2017 rok. Było wielce prawdopodobne , że własnie taki będzie. Ataki na oświeconych i próby przechwycenia na ciemną stronę. Takie przekazy podawała większość jasnowidzących na ten rok.  To co było moim udziałem było wprost nie do opisania. Żałosne pasożyty wygrały... Mam nadzieję, że więcej nie będę musiała uczestniczyć w takim procederze. Okropność. Pasożyty zasilajcie się sami. 
       Miluszek na przełomie roku. Prezent dla mnie na lepsze jutro.  Pastelowy maluszek jak światełko na nowe czasy. Z nadzieją na 2018 rok. 

wtorek, 17 października 2017

Nostalgia Anioła

       Dziś krótko po przerwie o odchodzeniu. Temat jak znalazł przed Świętem Zmarłych. "Nostalgia Anioła" to tytuł filmu , który przed chwilką obejrzałam. Opowiada o odchodzeniu duszy. Przychodzi moment, w którym dusze powinny odejść do innej przestrzeni. Smutny film o umieraniu i odchodzeniu. Dusza zawieszona pomiędzy ziemią a niebem. Obserwuje najbliższe jej osoby i świat z własnej perspektywy. Im dłużej w tym tkwi , tym trudniej jej odejść. Nie zatrzymujmy ich przy sobie. Taka kolej rzeczy.
       Dzieci odchodzą tak niewinnie, jakby zupełnie nie rozumiały, co się z nimi dzieje. Przepiękna i smutna opowieść ukazująca konieczność rozłąki.  Pozwólmy swoim bliskim zmarłym odejść.

     Pierwszy wpis po odejściu bliskiej osoby. Pozdrawiam wszystkich i życzę siły w trudnych momentach.

Zoya Tera