Schodzę po schodach. Jestem w towarzystwie kilku zaprzyjaźnionych osób. Wybieramy się na wernisaż. Na korytarzach panuje półmrok. Ogarnia mnie nagłe przeczucie...myśl '' jestem w progresach , nie zmieniłam okularów". Cóż... myślę Nie pierwszy raz... Schodzę powoli po schodach trzymając się poręczy. Nagle w najmniej oczekiwanym momencie widzę mrok na schodach. Nie dostrzegam ostatniego stopnia. Osuwam się w dziwny sposób. Noga zjeżdża jak po równi pochyłej i ląduję na czterech jak kot. Myśli krążą mi po głowie... "ale obciach", "tak przy tylu ludziach". Bagatelizuję podszepty umysłu. Podnoszę się szybko. Dodaję głośno "Wszystko w porządku", "Nic się nie stało". Schodzę pół piętra niżej. Dostrzegam tę parę. Na wizus około sześćdziesiątki. Oboje szczupli i wysocy. Myślę, że co najmniej metr osiemdziesiąt. Niemalże równi wzrostem. Zupełnie do siebie podobni. Mimo odmiennej płci. Na twarzach widnieją delikatne uśmiechy. Patrzą się wprost na mnie z tymi uśmieszkami. Zastanawiam się przez chwilkę "śmieją się ze mnie'? Ignoruję negatywne myśli. Ech to tylko bojkot umysłu. Jednak... spostrzegam ze zdziwieniem liczbę trzynaście za ich plecami. No nie... to z pewnością nie jest przypadek... Kolejna myśl... Czy ktoś poza mną widzi również tę parę? Nie śmiem zapytać znajomych. Ignoruję własną ciekawość. W końcu myślę sobie "warszawiacy słyną z wyższego wzrostu".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz