czwartek, 11 marca 2021

Gmina

     Jestem w Gminie R. Załatwiam znajomemu AK zaświadczenie. Dziwię się dlaczego ja? No cóż tak czasem bywa. Weszłam do gabinetu, rozmawiam z osobami tam pracującymi. Wszyscy są mili i uprzejmi. Przedstawiam sprawę, z którą przyszłam. Po chwili dostaję do ręki owe zaświadczenie. Czytam wpis w księdze. Grąbczyn Dziwię się jeszcze bardziej. Biorę jednak podane zaświadczenie i wychodzę. Znalazłam się na dziwnych ulicach. Nie ma ruchu, lecz wszystko jest jakieś powywracane jak po nawałnicy. Przyglądam się zniszczeniom i postanawiam iść na wprost. Sięgam pamięcią do topografii miasteczka K. Moim zdaniem na końcu ulicy powinien być dworzec kolejowy. Ku mojemu zdziwieniu to miejsce jest zupełnie zalane wodą. Odbijam w lewo. Pytam pojedynczych przechodniów, co się stało z dworcem. Tylko kręcą głowami. Cała okolica przykryta taflą wody...

niedziela, 14 lutego 2021

Boski Ogród

 Boski Ogród

    Jestem w parku. Duże drzewa. Po lewej stronie jakieś niskie zabudowania jak komórki, garaże coś w tym stylu. Szalały tam jakieś dzieciaki. Opierniczyłam je, że nie maja prawa  szaleć po moim ogrodzie.  Zniknęły.  Pogoniłam je, ponieważ to mój teren i nie mają prawa mi go demolować. Przeszłam w głąb parku. Zobaczyłam dwa pyzate, radosne kotki.  Bawiły się biegając po ścieżce pomiędzy drzewami. Ucieszył mnie ich widok. Kucnęłam a jeden z nich podbiegł do mnie i wskoczył na klatkę piersiową aż się przewróciłam. Uśmiałam się. Zaczął jak to kotek mruczeć i masować mnie łapkami. Wiele  radości sprawiła mi zabawa z kotkiem. Jakiś mężczyzna podszedł i zawołał kotki. Podbiegły do niego. Przypiął je na smycz jak pieski i poszły grzecznie z nim. Po chwili oddalili się zupełnie. Jakaś kobieta przechodziła obok mojego ogrodu. Zagadnęła krótko.  Nie zapamiętałam nawet , o czym mówiła. Chyba wskazała mi abym zerknęła , co się dzieje. Skierowałam wzrok w kierunku jaki wskazywała. Zdumiał mnie piękny widok. Przy każdym moim kroku wokół stóp rozkwitały piękne, kolorowe, wiosenne kwiaty. Cudowny widok. Obróciłam głowę za siebie. Za mną były wszędzie polanki z cudownymi bukietami kwiatów. Prześliczny widok. Wszędzie, gdzie postawiłam stopy wyrastały kwiaty. Mój piękny ogród wyglądał przecudnie. W części parkowej pod drzewami również pojawiły się kępy wiosennych kwiatów. Zacierając wspomnienie bawiących się przed chwilką w tym miejscu wesołych kotków. Serce przepoiło mnie radością. 

niedziela, 29 listopada 2020

Budzimy się

Budzimy się. Świat nie jest taki jakim go do tej pory postrzegaliśmy. 

Widzę swój link do bloga szumnie ostrzegający jako stronka niebezpieczna. Dziwne...co ja mogłabym zrobić komuś niebezpiecznego umieszczając na blogu swoje przemyślenia. 

Przemyślenia bowiem brakuje mi czasu aby zająć się swoimi pasjami i sprawami, którymi chciałabym się zajmować. Cóż takie czasy nastały. Z bólem stwierdzam, że wciąż inni obarczają mnie swoimi problemami. Czekam więc cierpliwie na możliwość zajęcia się sobą i własnym rozwojem...

Czasy zarazy zamknęły ludzi w ich własnych domach. Zamknęły nie tylko ich ciała. Wielu zamknęło również swoje dusze na postrzeganie innych.  Zajęci sobą i swoimi problemami nawet nie zauważają jak wiele się zmienia w energetyce ziemi i jak wielu ludzi budzi właśnie dziś swoją świadomość. Tak tego procesu już nikt nie zatrzyma. pewnie dlatego sypią nam na głowy z samolotów szkodliwe środki. Zatruwają płody rolne pestycydami i wymyślają kolejne zarazy i wirusy. 

Strach na każdym kroku paraliżuje  działania zwykłym ludziom a mimo to zupełnie niezwykłym , gdyby skupili się również na własnej duchowości a nie tylko na doczesnym życiu i ciałach.

Zauważam od wielu lat jak bardzo stajemy się uduchowieni. Wiele osób mówi już śmiało o swojej duchowości. Wielu wie skąd na prawdę pochodzi. Nie jesteśmy w większości z tego świata. Już Chrystus mawiał "moje królestwo nie jest z tego świata". Dokładnie tak nie mogą nam nic zrobić. Najwyżej porzucimy skafanderki i odejdziemy do przestrzeni dla nas właściwych. Świata miłości i wolności. Ten świat jest piękny ale jednocześnie jest dla naszych istot niewolą. 

Niewielu zdaje sobie sprawę , że jest tutaj nie z własnej woli. Pozostali przyszli tu aby doświadczać i rozwijać się duchowo. Wszystko jest doświadczeniem i wszystko przemija. Więc to , co się w tej chwili dzieje również przeminie. 

Zaraza

 Po zawale zaordynowano mu w szpitalu nowe leki. Z czasem miało się okazać, że powoli to one właśnie go zabijały. Ku zdziwieniu wszystkich twierdząc, ze szkolenie się skończyło spakował rzeczy i wrócił do domu. Staruszek osiemdziesiąt sześć lat. Osłabiony i schorowany sam wrócił do domu pieszo. Nikt nawet nie zauważył , że zniknął z oddziału. Sytuacja owa miała miejsce we wrześniu. Mamy listopad. Uczmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...ktoś kiedyś powiedział owe jakże mądre słowa. Cóż...

Po miesiącu jego stan zdrowia znacznie się pogorszył. Kilka dni wstecz chodził blady i jeść nie chciał. Nadal jednak stał w drzwiach mieszkania uśmiechając się na widok przychodzącej do niego osoby. Zdziwaczały staruszek z demencją. Wciąż pytający o swoją Hanię, która odeszła ponad trzy lata temu. Dla niego ona jednak nadal żyła i zniknęła tylko na trochę. Pewnie jest na działce lub na rehabilitacji w szpitalu. Wciąż jej szukał lub na nią czekał. Wracając jednak do staruszka. Po kilku dniach zaszłam do niego z obiadem. Był dzień mojego dyżuru przy nim. Staruszek chwiejnym krokiem poszedł do toalety , zabrakło mu sił aby z niej wrócić. Wezwałam pomoc. We dwie postanowiłyśmy wezwać pogotowie. W dobie zarazy niestety niełatwe wyzwanie. Po dłuższym czasie udało się. Przyjechał doktor z nocnego dyżuru. Musiałyśmy zapewnić go, że w domu nie panuje zaraza. Zakwalifikował staruszka do hospitalizacji twierdząc, że na miejscu sam nic nie jest w stanie dla niego zrobić.  Wezwał karetkę. Dopiero po interwencji doktora raczyli przyjechać. Staruszek w tym czasie miał kilka momentów. świadczących , że w każdej chwili może nam zejść z tego świata. Dotarli wreszcie. Dwóch krzepkich ratowników. Zmierzyli parametry życiowe. Jeden nawet zapytał się, czy na prawdę chcemy "go" oddać do szpitala. Zdziwiona otworzyłam oczy szeroko. Odrzekłam a niby co mamy zrobić...zostawić go w domu na pewną śmierć?

Pół godziny później staruszek ubrany i przyszykowany na pobyt w szpitalu został zniesiony po schodach z trzeciego piętra do karetki. Siedząc na wózku obejrzał się na mnie. Dziwnym wzrokiem jakby pustymi oczami popatrzył na mnie po raz ostatni. Wyczułam , że się ze mną pożegnał. Odwrócił głowę i bez protestu pozwolił się wynieść z domu.

Kilka dni oczekiwania na oddziale chirurgii na diagnozę. Próby wmawiania , ze starszy pan przedawkował leki. Tłumaczenia, że zawsze podaje mu ktoś leki, sam ich nie bierze. Okazało się bowiem, że to leki właśnie spowodowały krwawienie do środka. Rozrzedziły krew do tego stopnia, że mogło się coś takiego wydarzyć. Przytomny pacjent przy przyjęciu na oddział chirurgii po kilku dniach zaczął tracić świadomość. Tak jak przypuszczałam po kilku dniach w szpitalu zrobili mu testy kolejny raz i okazało się , że jest zakażony zarazą. Testy przy przyjęciu miał negatywne. W ciężkim stanie przewieźli go na OIOM. Minął kolejny tydzień fizyczny stan zdrowia się poprawił lecz staruszek świadomości już nie odzyskał.  Gorączka spadła lecz stan nadal ciężki a stabilny. Widywałam już osoby wypisane do domu ze szpitala w stanie "stabilnym" wymagające całodobowej opieki. 

Po dwóch tygodniach leżenia w szpitalu staruszka czeka kolejny tydzień pobytu na OIOM później przeniesienie na oddział dla zarażonych. 

Żeby nie było za mało tych niespodzianek córka staruszka gnębiona jest dziwnymi telefonami urzędników w sprawie rzekomej kwarantanny staruszka z powodu braku telefonicznego kontaktu z nim samym. W niedzielę, czyli dziś dzwoniła do niej policja z tym samym. 

Tak się poprawia wyniki zarazy. Śmiem przypuszczać, że faktycznie szpital jest umieralnią tak jak chodzą zdania o nim od lat. Lekarze zamiast pomagać szkodzą a system ściga bogu ducha winnych ludzi o sprawy na , które wpływu zupełnie nie mają.