niedziela, 1 lutego 2015

Techniki kontroli umysłu

Techniki stosowane przez owe siły
  1. odcięcie danej osoby od wszystkich znajomych, rodziny , przyjaciół
    To bardzo prosty i skuteczny sposób. Osoba taka zaczyna nieświadomie obwiniać otoczenie i siebie o porażki, które się w jej życiu non stop pojawiają. Podam przykład. Pracowałam dziś całe popołudnie od godziny 13 do 18 nad rozliczeniem dla zakładu pracy. Po skończonym zajęciu oczywiście chciałam wydrukować rozliczenie. Owszem jest tyle, ze część została przypisana do 2014 roku a znikoma część zniknęła w niewiadomy sposób. Większość jednak pozostała. Już to przerabiałam. Pracuję na tym oprogramowaniu od lat i już dawno nie miałam takiego problemu. Więc uważam , iż ponownie próbują w taki sam sposób na mnie oddziaływać. 
  2. każdy sprzęt elektroniczny znajdujący się w otoczeniu owej osoby będącej celem ataków może zostać wykorzystany
    Tak...  mówiąc każdy mam dosłownie to na myśli, czyli od rozbicia wazonu, kryształu po rozbicie samochodu, psucie pieca, lodówki, opiekacza, telewizora czy też komputera. Potem osoba ta otrzymuje informację np. cytuję " to my spaliliśmy komputer". Atakowany zaczyna się jak osoba chora psychicznie.  Zazwyczaj jest w takich sytuacjach sama i nie może udowodnić celowego działania. Jeśli dzieje się to w towarzystwie innych osoba taka zaczyna być postrzegana jak chora psychicznie.
  3. Każda osoba lub stworzenie w otoczeniu tej osoby mogą zostać wykorzystane.
    Nie ma dla nich wyjątków. Potrafią wykorzystać nawet niewinne zwierzę do własnych celów. Namieszać wśród wieloletnich przyjaciół do tego stopnia, że przyjaźń się rozpadnie, małżeństwo się rozpadnie, dzieci i wszyscy wokół zaczną się kłócić lub obwiniać wzajemnie. Znajomi pouciekają sami mając dość negatywnej atmosfery. Największy problem jest w pracy. Osoba taka nie ma chwili spokoju, każde zajęcie jest zagrożone tak jak dziś w na moim przykładzie możliwością uszkodzenia np. danych komputerowych. Bądź pismo pójdzie z błędami oczywiście istotnymi dla jednostki, w której się pracuje. Ośmieszając firmę i osobę, która je sporządziła. Konsekwencje oczywiste. Widziałam to zjawisko wiele razy nie tylko u siebie. W pracy zaczyna się z tego powodu swoisty mobbing. Trudno udowodnić przyczyny i osoby zamieszane w sprawę. Szczucie osoby na osobę lub grupy osób na daną osobę.
  4. W każdej chwili nocy i dnia- przerw i pomysłów im nie brakuje
    Ataki trwają właściwie w najbardziej zaawansowanym czasie 24 godziny na dobę. Bez przerwy. W domu bywają stuki, trzaski. Sprzęty uruchamiają się samoczynnie. Jest to jednoznaczne z atakiem. Osobiście przez ostatnie dwie noce niemalże nie zmrużyłam oka. Od rana telefon z pracy, że należy wykonać jakieś czynności. Wykorzystają każdą z możliwych okoliczności aby dokuczyć. Do tego dochodzi zazwyczaj po czasie...komentarz i śmiech, jak to przednio się ubawili.
  5. Osoba taka bywa atakowana fizycznie i mentalnie-                                                 Tak w skrócie wyglądają techniki kontroli umysłu. Mobbing w pracy , psucie życia osobistego i rodzinnego to podstawa. Do tego wokół zauważa się uradowane osoby, które na tych okolicznościach skorzystały. Na moim przykładzie mogę stwierdzić wzbogacenie się osób w dziwny sposób wciąż narzekających na zbyt małe pobory. Zakładanie przez nich działalności. Osoba poddana tym technikom oczywiście nowej pracy nie znajdzie, działalności nie założy a jeśli będzie tak uparta jak ja to i tak nie osiągnie w niej sukcesu osobistego...Tu przestrzegam to tylko subiektywne odczucia i nie należy dać się złapać w pułapkę zazdrości.  Prawda bowiem jest subiektywna a osoby współpracujące łapią się na mentalne obiecanki. Kiedyś jednak będą musiały za to zapłacić. U tych sił nie ma współczucia, empatii. Potrafią bardzo trafnie wstrzelić się w  każdą lukę charakteru. To dotyczy każdego, kto może posłużyć im jako przedmiot oddziaływania. Tak tu akurat mam na myśli groźby i zastraszanie. Są typowe szantaże niby od np. jednostek zewnętrznych, z którymi się współpracuje. Nie mają najmniejszych zahamowań. Przykład cyt. "Jeśli nie poprawisz to my poprawimy" Po czym psują przykładowo całą bazę danych za dany rok. Są nieobliczalni i bezwzględni w swoich działaniach. Dlatego też nie polecałam brania leków a zwłaszcza psychotropów. Takie opcje wykorzystują bez żenady. Ośmieszając delikwenta na oczach osób , z którymi akurat przebywa. Fizyczne uszkodzenia ciała to nie rzadkość. Od uszkodzenia typu przycięcie kończyny, po zrzucenie czegoś na człowieka, poparzenie płynami, nagłe utraty stabilności ( u mnie np. Ostatnio upadłam w łazience biodrem na brodzik... dotkliwie się potłukłam). Zrzucanie chorób to priorytetowe działania tych sił. Potem...  przykładowo dostaję informację, która osoba z mojego otoczenia miała taki problem. Czasami otrzymuję informację z wyprzedzeniem. Przykład ostatnio powiedziano mi, że jeszcze córeczka jednej osoby ma problem z pęcherzem. Oczywiście do problemów po operacji doszło mi jeszcze leczenie tego schorzenia. Zastosowałam zioła. Dostęp do lekarza po szpitalu również mi zablokowano, więc nawet nie próbowałam szukać następnego. (to również przerabiałam wielokrotnie) Tym bardziej, że i tak muszę odebrać wyniki od tego , który mnie na nie skierował. Bywało jednak gorzej. Kilkadziesiąt lat temu blokowano mi dojście zupełnie do leczenia. Uparcie się przy swoim nie miało sensu. Lekarz stwierdzał brak problemów zdrowotnych. Dziś borykam się z powikłaniami nieleczonych dolegliwości, z którymi zgłaszałam się do lekarzy 30 lat wstecz. Potrafią posunąć się do molestowania seksualnego a nawet gwałtu. Pomijając problemy, blokują dostęp do rozrywki. Psują każdą radosną chwilę w życiu. Marazm.

sobota, 31 stycznia 2015

Kontrola umysłu

      Wczoraj oglądałam filmiki w NTV. Natrafiłam kolejny raz na tę tematykę. Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia, że coś tak paskudnego można sztucznie wywoływać u pojedynczych osób. Stop tu akurat bym się nie zgodziła. Zjawisko to dotyczy wszystkich w obrębie danej osoby. Łącznie ze stworzeniami, które również są wykorzystywane. Spotkałam się z tym zjawiskiem u dawnej koleżanki z uczelni. Ona określiła je mianem mobbing w pracy. Przypuszczam , że nawet nie zdawała sobie sprawy z ogromu sytuacji. Cierpiała w ten sposób przez szereg lat i nie była w stanie sobie poradzić. Efekt był oczywisty zasiliła rzesze bezrobotnych. Ponieważ osoba ta jest w moim wieku jest zrozumiałe, ze następnej pracy nie znalazła. Pozostała więc na utrzymaniu męża. Zdruzgotana, przybita i na psychotropach. Obserwowałam ją jeszcze jakiś czas. Potem kontakt sama przerwałam zmęczona własnym życiem i problemami. Nie byłam w stanie wytrzymać naporu jej telefonów, egoistycznych i dziwnych zachowań. Ponieważ jak to w życiu bywa, na swojej drodze spotykamy zazwyczaj ludzi z podobnymi problemami. Tak w istocie miałam podobne problemy w życiu osobistym i służbowym. Sądziłam, że już się z tym uporałam. Skoro jednak robię ten wpis wygląda na to , że nadal mnie to dotyczy. Nauczyłam się w miarę z tego wyplątywać. Jednak tak jak dziś po nieprzespanej nocy od rana sms z pracy o konieczności zrobienia czegoś do czego ja tylko mam dostęp. Zauważcie moi drodzy, że jestem na zwolnieniu chorobowym i jest sobota do tego, czyli dzień dla mnie wolny od pracy ustawowo. Próba zrobienia zadania, które maksymalnie nie powinno zająć więcej czasu jak kwadrans skończyła się fiaskiem. Mam ponownie blokady w służbowym laptopie. Do tego stopnia , że w żadnym z możliwych miejsc nie jestem w stanie tego zrobić. Wszędzie mam poblokowane hasła. Komenda login lub hasło błędne. Jest tylko jedna metoda na to zachować spokój i spróbować później. Jeśli nerwy puszczą ta sytuacja będzie trwała ...czasami bardzo długo. Nie wiem, czy zjawisko to wywołują siły kontrolujące życie na ziemi. Jedno jest pewne dla mnie. Ponieważ przeżywam to od wielu lat wiem jak trudno jest się z tym uporać a ono nie mija. Powraca jak bumerang w różnych formach i pod różnymi problemami. Najpierw człowiek zaczyna siebie obwiniać za nieudolność...potem innych ...później są wszelkie mechanizmy depresyjne , łącznie z podejrzewaniem siebie samego o chorobę psychiczną. Potem przychodzi apatia i marazm. Jednak nie polecam leczenia psychotropami. Typowe do zawładnięcia przez te moce i zupełny brak możliwości wyjścia. Do tego utrata samokontroli i zdrowia. Tak wszystkie te osoby podupadają na zdrowiu a zjawisko nasila się coraz bardziej. Nie ma zmiłuj, co widać na moim przykładzie. Życia osobistego brak. Służbowe kontakty marginalne i tylko wtedy, gdy są konieczne. Rodzina ucieka szybko w momencie pozałatwiania własnych spraw. Tak w tym wszystkim w moim przypadku chodzi o uprzątniecie bałaganu jakiego człowiek narobił na przełomie dziejów. Odbywa się to kosztem pojedynczych osób. Mechanizm bardzo okrutny daje się wyjaśnić wielowymiarowością człowieka i zasadami działania na poziomach jego funkcjonowania. Ja skorzystałam z zasad tarota. Jak zwał na jedno wychodzi. Ponieważ jestem osobą, która przez kilkadziesiąt lat nie miała ani czasu nie mówiąc o chęciach zainteresowania się tą problematyką nie jestem w stanie opisać tego zjawiska słownictwem przyjętym dla znawców tematu. Jednak mogę ujawnić wiele szczegółów i technik wykorzystywanych w tych działaniach. Zdaję sobie jednak sprawę , że zabrzmi to jak wyrwane z filmów grozy. Do tego trwa to całe lata i przybiera niesamowicie różne formy. Można o tym zjawisku napisać książkę. Tyle jest okoliczności i wątków nawarstwionych jednocześnie. Zaczyna się powolnie. Z początku zupełnie niezauważalnie. Potem człowiek zaczyna mówić "boże ja mam jakiegoś totalnego , życiowego pecha" "nic mi się w życiu nie udaje". Nie są to jednak puste słowa. Zaczynamy wyrażać głośno to, do czego długo nie byliśmy w stanie przyznać się sami przed sobą. To jest jednak początkiem długiej drogi do zrozumienia, że nasze życie jest manipulowane. Dostrzegamy, że każdy nasz trud jest skrzętnie marnotrawiony. Każda próba zrobienia czegoś dobrze unicestwiana. Potem zjawisko nasila się i nasila. Dochodzi strata pracy tak jak ww przypadku opisywanym wyżej. Utrata rodziny i znajomych jak w moim przypadku. Dochodzą problemy zdrowotne. Tak nie chorujemy przecież bez powodu a już na pewno zdecydowana większość z nas. Od wielu lat jestem zupełnie sama. Tak zresztą kilka lat temu określiła jedna osoba znana mi z komunikatorów internetowych. Cyt." jestem sam i mam wokół siebie tylko wrogów". To przykre ale tak w istocie właśnie jest. Nie ma pomocy znikąd. Jest się samym tylko ze sobą i tymi zjawiskami. Zjawiskami prześcigającymi się w pomysłach dokuczania. Inaczej nie jestem w stanie tego nazwać. Zresztą mnie zostało to kilka lub kilkanaście lat temu powiedziane dosłownie. Wtedy jeszcze nie byłam w stanie przyjąć do wiadomości , że faktycznie może być jeszcze gorzej niż było. W istocie...mogło być. Wtedy to właśnie zaczęłam interesować się ...dlaczego tak się dzieje. Zaczęłam czytać, zrobiłam kilka kursów. Jednak w miarę rozwoju świadomości i wzrostu energetyki zrzucano na mnie coraz większe ciężary. Na dziś nie mam już nawet sił denerwować się i stawiać czoła tym problemom. Staram się ignorować wszelkie przejawy tego zjawiska, to daje mi choć odrobinę spokoju. Pewne jest, że wybuch agresji zasila energetycznie przeciwnika. Więc należy w miarę sił zachować spokój. Jest to bardzo trudne w przepadku kilku lub kilkunastoletniego poddawania tym torturom osoby, pozbawionej zupełnie wsparcia. Kilka nieprzespanych nocy i pracowitych dni do tego po operacji tak jak w moim przypadku robi swoje. Tak chcę tu zaznaczyć, ze taryfy ulgowej nie ma. Jestem ja i oprawcy. Osiągnęłam ... widać chciałam zbyt wiele ujawnić. Automatyczna blokada...wątek mi się urwał. Typowe

-fragment-

niedziela, 25 stycznia 2015

Leczenie szpitalne a bioterapia

Kilkanaście lat temu zaliczyłam pierwszą wpadkę szpitalną. Wtedy to ocknęłam się i zaczęłam zastanawiać nad sobą, nad przyczynami chorób i sposobami wyjścia z tych problemów. Uświadomił mi to jeden z doktorów w mało uprzejmy sposób tekstem cyt. "Zdaje pani sobie sprawę z faktu jaka to poważna operacja z otwarciem jamy brzusznej?" Oczywiście nie zdawałam sobie sprawy bo niby skąd. Odpowiedziałam jednak niezgodnie z prawdą, iż mam taką świadomość. Jednak od tego momentu zaczęłam szukać wiedzy na te tematy. Trafiłam do Stowarzyszenia bioterapeutów i na kursy energetyki. To właśnie z takich źródeł dowiedziałam się, że jako istota cielesna żyję na wielu poziomach i jestem czymś więcej niż tylko zlepkiem komórek. Zdobytą wiedzę testuję i udoskonalam na sobie oczywiście z różnym skutkiem. 
      Od kilku lat udoskonalam , testuję na sobie tę zdobytą wiedzę bioterapeutyczną. Wciąż zdobywam nową, wypróbowuję nowe mozliwości. Modyfikuję tę posiadaną do własnych potrzeb. Nie uchroniło mnie to jednak od następnej wpadki. Tak też końcówka roku zaowocowała pobytami w szpitalu. Lekko przygięło mnie to do parteru. Do tego momentu czułam się w miarę dobrze. Dbałam o ruch, dietę, stany emocjonalne. Stosowałam wiedzę bioterapeutyczną, pracę z energiami, modyfikowałam wciąż dietę na właściwą dla mnie. Zadbałam o poprawę aspektów zdrowia, z którymi miałam już problemy lub nadal się utrzymywały negatywne skutki wcześniejszych problemów zdrowotnych. Poniosłam porażkę. Zignorowałam ostrzeżenia o chorobie, z którą nie byłam w stanie się utożsamić. Mój umysł nie przyjmował jej w ogóle do wiadomości. Więc stało się. Padłam nieoczekiwanie. Nadal jednak mój umysł szukał przyczyny zupełnie innej niż posiadanej. Niestety wyniki badań były dla mnie okrutne i niepomyślne. Dostałam jednak szansę. Wypuszczono mnie po 6 dniach ze szpitala z jakiś przyczyn technicznych. Szczerze mówiąc niewiele z tego udało mi się zrozumieć. Nie wnikałam jednak. Zajęłam się sobą i problemem, który jak cyrograf zawisł nade mną. Zastosowałam więc kilka sposobów wyjścia z problemu. Ziółka, uciskanie punktów akupresur-owych, energetyczne usuwanie chorób, pobudzanie sił życiowych do walki z problemem oraz oczyszczanie siebie i swojego otoczenia z negatywnych energii. Osiągnęłam niewiele. Więc po raz kolejny musiałam dać się pokroić. No cóż porażka. Chwilowa depresja sytuacyjna, spowodowana utratą wiary we własne możliwości, uszkodzeniem fizycznym ciała, cierpieniem oraz powagą sytuacji. Sytuacji, które są w stanie pojąć tylko osoby borykające się z podobnymi problemami. Tak to bardzo przykre. Najbardziej boli fakt, że w takich okolicznościach... samotnie przechodziłam przez dwa miesiące borykania się z chorobą, osoby wokół mnie nadal wymuszały na mnie zajmowanie się cudzymi sprawami. Sprawami odciągającymi mnie od zadbania o siebie. 
W takich czasach przyszło nam żyć. Irytujące, zwłaszcza teksty " jesteś zdrowa..., to nic takiego..., nie jedna osoba żyje bez organów... i ma się dobrze" Tak bardzo dziwnie brzmiące zwłaszcza z ust lekarzy. Dla mnie zupełnie nie do pojęcia.
Wg ZOZ-ów i ZUS-ów pozbawienie pacjenta chorego organu, oznacza pełne dojście do zdrowia. Tak mówi się o tym już kilka dni po operacji. Zadziwiające. Pacjent wypisywany jest do domu w stanie dobrym , bez bólu. Ze szwami na ciele, obolały:) musi trzymać twarz i odpowiadać na głupawe pytanie...Jak pan, pani się czuje? Oczywiście ...bardzo dobrze. Zupełnie jak z dowcipie... 
Jeśli organizm naturalnie bez wspomagania dochodzi do siebie po operacji około kilku miesięcy (osobnicze). To doprawdy cudem byłoby się czuć kilka godzin po operacji bardzo dobrze. Już z pewnością trudno wyjść ze szpitala po kilku dniach bez rozwiązanego problemu w stanie dobrym, skoro trafiło się do niego w pozycji horyzontalnej karetką. Mamy tak więc bardzo ładne i wyposażone szpitale. Wykształcony personel. Nowoczesne leki. Pacjent jest jednak przedmiotem wypisanym do domu w stanie dobrym. 
Mnie jako osoby interesującej się zdrowym stylem życia bardzo zaniepokoił fakt ignorowania emocjonalnej strony pacjenta. Są krótkie, rzeczowe informacje na temat dolegliwości oraz sposób ich rozwiązania. Usługa, czyli uprzedmiotowienie. Pacjent jest procedurą. Osoba się nie liczy. Paskudne jedzenie z kateringu. Tak zupełnie zaskakujące, taka jest jednak prawda ... to wynik oszczędności i wymagań NFZ. Dostosowanie techniczne do procedur. Pozbycie się stołówek i pomieszczeń kuchennych. Oszczędności na żywieniu. Tak więc zupełnie pominięte są potrzeby ciała i duszy pacjentów. Zdaję sobie sprawę, że nie sposób zapewnić osobie z dietą wegetariańską właściwego pożywienia. Natomiast jeśli wszyscy pacjenci skarżą się na niewłaściwą dietę, problem musi być znany zarządcom szpitala. 
Z całą pewnością zauważyli go bioterapeuci opisując w swoich publikacjach.
     Osobiście podczas pierwszego pobytu w listopadzie zafundowałam sobie sama ścisłą dietę w drugim dniu pobytu, po zjedzeniu pierwszego obiadku w szpitalu. Ponieważ nie podano niczego, co byłoby dla mnie strawne, zjadłam ziemniaczki z jakimś sosem. W smaku nawet, lecz nie mogłam się z tym posiłkiem uporać do późnego wieczora. Ktoś zapomniał, że osoby leżące trudniej trawią. Przez następne dni trzymałam się z dala od obiadków a już z całą pewnością od kiełbaski zapiekanej z cebulką na kolację. :) Podczas drugiego pobytu zafundowano mi ścisłą dietę przez trzy dni. Dwa pozostałe to kleik i suchary. Było by to nawet dobre rozwiązanie lecz nie dla mnie. Kleik i suchary to cukier. Nie jestem znawcą tematyki jednak kłócił się ze zdobytą wiedzą na temat żywienia przy schorzeniu z którym się borykałam. Musiałam kolejny raz weryfikować dla siebie dietę i wyeliminować z niej artykuły , które lubiłam spożywać. No cóż dojście do sprawności wymaga poświęceń. Jednak przeszło mi przez myśl, że przejście na żywienie praną :) z pewnością rozwiązałoby te dylematy.
    Jednakże najbardziej bulwersującym dla mnie było zapewnienie przez lekarza, że wycięcie problemu z organem na którym się zadomowił i okolicznymi jest profilaktyką zdrowotną. Oczywiście nie omieszkałam wyartykułować swojego punktu widzenia. Osoby po przeciwnej stronie otworzyły szeroko oczy ze zdziwienia. Nadal upierając się, że dla mnie tak będzie lepiej. Tylko jedna Pani Doktor przyznała mi rację mówiąc, iż rozumie mnie doskonale. Uparłam się przy mojej wersji. Zdruzgotana takim miejscowym potraktowaniem problemu. Nasi poniekąd szanowani w świecie doktorzy nadal uczeni są wiedzy w obrębie własnej specjalizacji. Tak ważne problemy jak funkcjonowanie całego organizmu po operacji pomijają. Nie mają pojęcia na temat wpływu pożywienia na funkcjonowanie organizmu chorego zwłaszcza po poważnych operacjach lub ignorują takie potrzeby. Niewielu zdaje sobie sprawę, ze stanu emocjonalnego pacjentów. Ponieważ jest ich tak wielu,muszą zdążyć przyjąć i zadbać o dokumentację. której jest coraz więcej. Liczą się statystyki i wymogi dokumentacji. Swoiste podejście, wymuszane przez NFZ.  Tak od kwietnia będą to imienne statystyki z kolejek oczekujących. Utrapienie służby zdrowia oczywiście wymuszane groźbami kar pieniężnych. Szczerze mówiąc z pewnością żadnego z poważnie chorych ten aspekt nie zainteresuje. Przypuszczam również , że nikt z tych statystyk korzystał nie będzie. Zasilą już pełne po brzegi archiwa. Mam nadzieję , że pomysł ów umrze śmiercią naturalną. Czego sobie i pacjentom życzę. Zamiast marnować pieniądze na statystyki przeznaczyć je na wsparcie dla pacjentów.
      Odniosłam wrażenie , iż kolejny raz zostałam potraktowana przez służbę zdrowia jak osobnik chory na umyśle. Jeden z tych ignorantów nawet zapytał, cyt." Bioterapia a co to takiego?" Stwierdzam  negację bioterapii jako metody wspomagania leczenia. Jak widać nie jest ona konkurencyjna dla konwencjonalnej służby zdrowia. Powinni więc raczej zabiegać o wsparcie. Kolejki oczekujących świadczą ewidentnie o fakcie , że konwencjonalna służba zdrowia przestała sobie radzić z tak ogromną liczbą osób chorych. Zwłaszcza, że wspomaganie przed i po operacji jest doprawdy bardzo istotnym elementem dojścia do sprawności fizycznej. Jestem ostatnią osobą , która śmiałaby nazwać ten stan dojściem do pełni zdrowia. Jest to nauczenie się życia na poziomie pełni możliwości mając tylko aspekty energetyczne danych organów bez bóli fantomowych oczywiście.
      Jednak muszę zweryfikować moje chwilowe załamanie emocjonalne. Osiągnęłam mimo wpadki również osobisty sukces. Po pierwsze wyszłam z pierwszego pobytu na własnych nogach bez faszerowania lekami farmakologicznymi do czasu operacji. Po pozbyciu się problemu z wyników wywnioskowałam, iż udało mi się zmniejszyć rozmiary problemu. Niewielkie pocieszenie zaiste. Jako osoba samotna nauczyłam się czerpać pocieszenie z takich drobnostek. Zdaję sobie doskonale sprawę, że samotne osoby szybciej zapadają na wiele schorzeń. Więc szukam czasami zamiennika niwelującego skutki. Oczywiście poza poszukiwaniami utrzymania mojego cielesnego samochodzika we właściwych dla mnie parametrach życiowych. 

czwartek, 1 stycznia 2015