sobota, 18 marca 2017

Karlikatowo - 1

      W tym momencie ma miejsce zamiana dzieci. Tak pamiętam niektóre okoliczności. Więc z Ryświnowa wróciliśmy z Hadeką do Karlikatowa. Tyle, że nic już nie było takie samo. Ich dwoje już nie było. Był ten mały dzieciak. Pokazali mi zdjęcie jakiejś dziewczynki w wannie w komunijnej sukieneczce. Powiedzieli, że była bardzo chora i umarła. Do dziś mam przed oczami ten widok choć nie mogłam stwierdzić kim była... czułam silną więź. Może to była Oneksi? Tego nie wiem. Przeszło mi przez myśl, że tak właśnie było. Podsłuchałam rozmowę, że nie powinni byli mi tego robić. Oneks też zniknął. Sztuki jednak się zgadzały. W domu znalazły się dwa rudzielce. Spali w ich łóżku. Mnie zostawili samą. Babcia również zamieszkała w tym mieszkaniu i ta płacząca kobieta Hadeka... Inrolada i Lendur to były jej dzieciary, których wcale nie znałam. Pamiętam jak po raz pierwszy powiedziałam do Hadeki mamo, bo one tak właśnie ją nazywały. Naskoczyły na mnie ... " to nie jest twoja mama tylko nasza. Rozpłakałam się i nakrzyczałam na nich, że to jest mój dom a nie ich. Popatrzyłam na nią pytająco. Nie odpowiedziała mi. Skarciła tylko swoje dzieciary , żeby się uspokoiły. Potem był incydent z lalką. Inrolada dostała od babci chyba w prezencie nową lalkę z plastiku . Zapytałam , czy ja też dostane kiedyś taką. Odpowiedziano mi, że to Inrolada ma urodziny , czy coś w tym guście i to jest prezent dla niej. Potem usłyszałam tekst, że moja babcia zapewne zrobi dla mnie laleczkę. Po jakimś czasie w istocie dostałam brzydką szmacianą laleczkę. Nie podobała mi się. Nawet nie zrobili jej oczu. Było mi bardzo smutno. Nie wiem nawet skąd się wzięła tę lalkę. Babci bowiem nie widziałam a przynajmniej nie pamiętam, aby nas odwiedziła. 
      Hadeka zaczęła nas jednak uczyć robótek ręcznych więc z czasem zaczęłam sobie z resztek włóczki robić własne malutkie zabaweczki potem jej młodszym dzieciakom również. Poważniejszych robótek nie chciała mnie uczyć twierdząc, że coś popsuję. Żadna nowość dla mnie. Uparłam się to mnie trochę nauczyła. Nie miała jednakże do tego cierpliwości. Próbowałam się zaprzyjaźnić z jej dzieciakami Inroladą i Lendurem. Jednakże oni nadal mnie nie lubili. Traktowali mnie jak kogoś gorszego. Wyzywając jak matka nie słyszała od bachora i syfiary.
     Wkrótce po incydencie z lalką nastąpiło następne pamiętne zdarzenie  na podwórku. Podwórze było usłane jakimiś gratami odłamkami i taflami szkieł. Powstał tam jakiś zakład szklarski. Hadeka wypuściła nas abyśmy w ładny dzień odrobinę ruchu zażyli. Oczywiście najpierw dała nam mnóstwo przestróg, czego to nie wolno robić. 
     Biegaliśmy więc sobie skacząc po tych gratach. Zaczęły się przepychanki. Oni jak zwykle w komitywie zaczęli oboje mnie wyzywać. Wskoczyłam popchnięta na jakieś wystający długi skrawek tafli szkła. Inrolada wskoczyła z drugiej strony. Jakiś odłamek odbił w powietrze uderzając w moją gołą łydkę. Wycinając kawałek ciała z mojej nogi. Krew zaczęła się lać. Bardzo się wystraszyłam, że umrę. Tak bardzo krwawiłam. Próbowałam odszukać brakujący kawałek ciała ale zniknął i nigdzie go nie było widać. Rozpłakałam się i pobiegłam za Inroladą, żeby zobaczyła jaką krzywdę mi zrobiła. Zaczęła coś gadać , żebym nie mówiła, że to przez nią. Raptem odepchnęła mnie jak zwykle i zaczęła wyzywać od mazgaja. Pobiegłam za nią. Wskoczyłam na pokrywę zamykającą otwór piwnicy. Inrolada była po przeciwnej stronie. Podbiegłam do niej i pchnęłam ją, tak jak ona mnie wcześniej. Niestety nie utrzymała się na powierzchni pokrywy. Upadając uderzyła o coś głową. Zraniła się. Przestraszyłam się, że coś jej się stało przeze mnie. Ta jednak odepchnęła mnie i z wrzaskiem poleciała na skargę do matki. Powiedziała, że umyślnie chciałam jej zrobić krzywdę. Po drodze instruując Lendura, żeby potwierdził jej wersję. W domu oczywiście histeria. Hadeka spanikowana, że jej córeczka zalewa się krwią, bo bandytka chciała ją zabić. Nawrzeszczała mnie, wyzywając od najgorszych. Próbowałam powiedzieć jaką krzywdę ona mi zrobiła pierwsza ale zostałam zignorowana. Przecież Irolandzie skorka krwawiła. Nie pamiętam dokładnie ale chyba zaszyłam się w szafie w kącie aby odreagować tę sytuację. Potem jeszcze były pretensje , że zniknęłam i nie odezwałam się jak mnie szukali. Możliwe że spłakana zasnęłam. Nie pamiętam.
       Po dłuższym czasie zorientowała się , że brudzę ubrania krwią. Dostało mi się, że nie powiedziałam, że coś mi się stało. Zignorowałam pretensje. Przecież mówiłam...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz